Ostatni dzień

Dzień dwudziesty dziewiąty (El Calafate) / 19 kwietnia 2012 roku

Wschodu nie odnotowano. Wstaliśmy jednak z łóżek i po hostelowym śniadaniu postanowiliśmy pojechać do … Perito Moreno. Przeważyła w nas jednak chęć zobaczenia czoła lodowca z bliska pomimo komercyjnej otoczki tego miejsca. Kilkanaście kilometrów od El Calafate zaczęło kropić. A wcześniej pogoda była naprawdę zachęcająca. Pogoda nas nie rozpieszczała. Zapowiadało się zatem fotograficzne „NIC”.

Na wjeździe skasowali nas po 100 argentyńskich pesos i ruszyliśmy krętą drogą. Przed nami było nadal kilkanaście kilometrów do parkingu. Jechało się jednak przyjemnie. Z drogi nie widać jednak lodowca, gdyż droga prowadzi po przeciwnej stronie olbrzymiej góry zasłaniającej widok. Parkujemy samochód na jednym z licznych tutaj parkingów. Wszystkim zarządzają strażnicy. Wielkości parkingów są dowodem popularności tego miejsca. I rzeczywiście – pomimo niesprzyjającej aury jest bardzo dużo ludzi.

Aby dotrzeć do czoła lodowca z parkingu łapiemy busa, który dowozi nas na miejsce. Tutaj, wykorzystując wybudowany w ostatnich latach system metalowych kładek, docieramy do platform widokowych, z których rozpościera się doskonały widok na czoło lodowca. Jest naprawdę ogromne. lodowiec jest wciśnięty pomiędzy dwie olbrzymie góry. Mimo tego czasami we mgle nie widać jego prawej krawędzi. Od czoła lodowiec ogranicza półwysep na którym właśnie stoimy. Co kilka lat dochodzi do takiego nagromadzenia lodu opierającego się o ten właśnie półwysep, że dochodzi do pęknięcia czoła lodowca. Doszło do tego m.in. w zeszłym roku. Podobno na ten moment wyczekiwało na miejscu prawie 5000 turystów. Sporo.

Dzisiaj czołu lodowca brakuje kilkanaście metrów do półwyspu. Widowiska zatem nie będzie. Co pewien czas jednak słychać większy lub mniejszych huk odrywającego się lodu. Plum i po chwili do brzegu płynie niewielka fala.

Pomimo deszczu fotografujemy. Jesteśmy bowiem świadomi, że to nasze ostatnie zdjęcia w Patagonii.

Po naszej przygodzie z lodowcem wracamy do El Calafate. Drogę znamy już na pamięć. Oddajemy samochód. Tym razem biuro jest otwarte. Czas tez na ostatnie zakupy w Argentynie. Na tym właśnie mija nam całe popołudnie. A wieczorem … pakowanie. Jutro bowiem o 10 rano mamy pierwszy lot – najpierw do Buenos Aires i dalej do Europy. Wieziemy ze sobą dziesiątki zdjęć i niesamowite wspomnienia.

I to już koniec naszej relacji. Droga powrotna przebiegła spokojnie. Obaj cieszyliśmy się, że wracamy do domu po miesięcznej przygodzie w dalekiej Patagonii.

Dziękujemy Wam za Wasze towarzystwo podczas tej relacji. Do usłyszenia!

Łukasz


14 komentarzy

  1. Łukasz

    Dzięki za sympatyczną i informatywna relację, uzupełnioną zdjęciami. Z ujęć których troche mi zabrakło to kadry w kierunku Torred del Paine z nad jeziora w lagunie Amarga ale rozumiem że nie wszedzie można byc w ciągu kilku tyg. w tak rozległym obszarze. Pozdrawiam Łukasz

    • Łukasz

      Dziękuję Łukasz za komentarze. rzeczywiście tego kierunku brakuje, ale nie daliśmy rady. Pogoda w te ostatnie dni w parku nas wygoniła. Ale jeśli wrócę do Patagonii (a wierzę, że to nastąpi), to ten kierunek mam w planach. Pozdrawiam,
      Łukasz

  2. Paweł

    Rewelacyjna wyprawa jak i relacja z niej. Czytając to choć przez chwilę mogłem się poczuć jakbym tam z Wami był. Nie ukrywam, że zazdroszczę takich przygód, jak tego że mogliście zobaczyć kawał świata niedostępnego tak naprawdę dla zwykłego śmiertelnika. Gorąco pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na relację z kolejnej wyprawy…ciekawe co będzie teraz :-)

    • Łukasz

      Pawle, dziękujemy! Co do kolejnej wyprawy … kupiłem już mapy :-). Ale na razie to tajemnica! :-)

  3. juz koniec?!
    … a ja wlasnie siedze w el calafate :)
    tyle, ze tu teraz jest jakies 30 stopni! masakra!

    • Łukasz

      No, już koniec. Ale miejmy nadzieję, że będzie kontynuacja. Patagonia Revisited Ice Cap Expedition :-).
      30 stopni to lekka przesada. Czekam na Twoją relację z lądolodu.

  4. marcin

    Na poczatku wspomne, ze bardzo rzadko zdarza mi sie komentowac cos w sieci. Tym razem nie moglem sie powstrzymac. Gratuluje udanej wyprawy i cudnych zdjec. Sledzilem kazdy wpis (zwykle zarywajac czas w pracy), ale bylo warto! Pozdrawiam i powodzenia we wszystkim zycze!

    P.s. adamlawnik.pl oraz kuczkowski.net od dluzszego czasu mam w ulubionych.

  5. Z przyjemnością wysłuchałem dwóch Waszych prezentacji, z zaciekawieniem czytałem Waszą relację, że o wrażeniach podczas oglądania zdjęć nie wspomnę. Nie do przecenienia jest fakt połączenia przez Was dwóch technik fotograficznych, analogowej i cyfrowej. Świetnie to pokazuje, jakie zalety mają obie metody i jak dobrze się uzupełniają.
    Gratuluję sukcesu, jakim okazała się ta wyprawa, i zazdroszczę wszystkich wrażeń.

    • Łukasz

      Bardzo dziękujemy. Naprawdę miło słyszeć takie słowa. To napędza do dalszych wypraw :-).

  6. WalkoM

    Dziękuję za wspaniałą relację i spisane przeżycia okraszone super FOTAMI. Co będzie następne?

  7. Magda

    POWODZENIA

Skomentuj