Cumulus Panyam 600 – nocny towarzysz

Cumulus Panyam 600 – nocny towarzysz

Połowę naszej wyprawy … przespaliśmy :-). Chciałoby się spać mniej, robić więcej zdjęć, przemierzać jeszcze trudniejsze szlaki czy poznawać nowych ludzi. Ale życie ma swój rytm i sen jest ważnym jego elementem.

Zależało nam na tym, aby choć ta część wyprawy była komfortowa. A ten w dużej mierze zależał od śpiwora. Jego wybór nie był łatwy. Z jednej strony zależało nam na niewielkiej wadze, z drugiej strony na dużym komforcie cieplnym. Nie mniej ważne była odporność na wilgoć. Jak połączyć te trzy, sprzeczne wydawałoby się warunki?

Wybierając śpiwór Cumulus Panyam 600.

Po miesiącu w Patagonii możemy polecić ten śpiwór z całego serca. Nigdy nas nie zawiódł. Dzielnie znosił wszystkie trudne warunki dyktowane przez patagońską pogodę. Poniżej przedstawiamy recenzję śpiwora – może przyda się kolejnym podróżnikom w niełatwym doborze najlepsze sprzętu na ich wyprawę.

Kurier zapukał do drzwi. Ostatnie czego się spodziewałem tego dnia, to olbrzymiego kartonu. Miały przyjść dwa malutkie śpiwory, a pojawił się karton zajmujący część salonu. Co jest? Po odpakowaniu okazało się, że w kartonie są rzeczywiście dwa śpiwory. Bynajmniej nie skompresowane, ale zapakowane w workach do przechowywania śpiworów. Stąd ich wielkość.

Pierwszy test zdany – śpiwory zapakowałem do worków kompresyjnych i rzeczywiście zniknęły w oczach. Waga też niewielka – raptem 990g co jest szczególnie ważne przy długich wędrówkach z całym dobytkiem na plecach. Nie mogło być jednak inaczej, skoro Panyam 600 to śpiwór puchowy. Samego puchu jest 600g. I to gęsiego puchu 96/4, 850 cuin. Szczególnie ta ostatnia wartość jest istotna – im wyższa tym lepiej. Jakość puchu automatycznie przekłada się na komfort cieplny i ogólną jakość użytkowania. Gęsi puch daje oczywiście szczególny zapach. Nie jest on może bardzo mocno wyczuwalny, ale ktoś z wrażliwym nosem nie pozostanie obojętny. Szczególnie, że w trudnych warunkach ten zapach może się nasilać.

Według producenta, minimalny komfort śpiwora to -14 stopni. Nie jest to zatem śpiwór letni. I rzeczywiście – przy temperaturach rzędu 15 stopni na plusie (a mieliśmy takie kilka dni) w śpiworze było za ciepło i spaliśmy z rozpiętymi zamkami. Przy niższych temperaturach w śpiworze było bardzo komfortowo. Bardzo dobrze trzymał ciepło i ani razu nikt z nas nie zmarzł. Było to ważne szczególnie dla Łukasza, który podczas wyprawy na Grenlandię przemarzł na wskroś śpiąc w syntetyku Małachowskiego. Średnia temperatura w nocy oscylowała ok. 5 stopni. Wyjątkiem był Południowy Lądolód Patagoński, gdzie temperatura w dzień rzadko przekraczała 2-5 stopni (bez wiatru). W nocy spadała poniżej zera. Często wszystko wokół pokrywało się skorupą lodu. Pomimo tego w śpiworze było bardzo ciepło i śpiwór był wymarzonym zakończeniem każdego ciężkiego dnia na Lądolodzie.  

Cały śpiwór podzielony jest na komory. Zapobiega to zbijaniu się puchu. Działa to doskonale – rano, po 8 godzinach snu, śpiwór wygląda jak nowy.

Puch nadmiernie nie próbuje uciekać ze śpiwora. Od czasu do czasu pojawi się go trochę na zewnątrz, ale jest to typowe dla śpiworów puchowych i Panyam 600 nie jest tutaj wyjątkiem.

Na resztę wagi składa się tkanina zewnętrzna i wewnętrzna oraz zamki. Aby nie było nam za lekko, tkanina była eksperymentalna – byliśmy żywymi testerami :-). Śpiwory są miłe w dotyku. Tkanina zewnętrzna robi wrażenie zimnej, ale to tylko wrażenie.

Największe nasze obawy dotyczyły właśnie tkaniny zewnętrznej i jej odporności na wilgoć i wodę. Jak wiadomo, woda i puch to nie jest dobre połączenie w śpiworze, szczególnie w trudnych warunkach patagońskiej pogody. Producent zapewniał nas jednak, że tkanina zewnętrzna powinna poradzić sobie nawet z dużą ilością wilgoci w powietrzu.

I rzeczywiście – nie było z tym najmniejszych problemów. A deszcz i śnieg był stałym elementem naszej wyprawy. Stąd też wilgoci było całkiem sporo. Ani razu jednak nie mieliśmy nawet wrażenia, że śpiwór chłonie wilgoć. W środku było zawsze sucho, a tkanina zewnętrzna doskonale radziła sobie nawet z bezpośrednią wodą spadająca na śpiwór (oczywiście w małych ilościach). Trzeba jednak powiedzieć, że bardzo uważaliśmy na śpiwory i staraliśmy się je maksymalnie chronić przed wodą, której czasami było aż nadto wokół nas :-).

Zamki chodziły sprawnie i nie było z nimi problemów. Co ważne, nie miał tendencji do rozpinania się w nocy. Śpiwór ma “tunel puchowy izolujący zamek”. Niestety tunel nie spełnił pokładanych w nim nadziei – ewidentnie na linii zamka było chłodniej niż w pozostałej części śpiwora. Wystarczyło w nocy się nieco przekręcić tak, aby zamek był pod nami (co wcale nie jest wielką sztuką) i już czuło się chłód. Trudno nam powiedzieć, czy można bardziej odizolować zamek, ale niewątpliwie bardzo by się to przydało.

Kołnierz (kaptur) jest bardzo dopasowany. Łukasz, który ma 185 mieścił się swobodnie w śpiworze i mógł się spokojnie “zamknąć” kołnierzem. Ten bardzo się przydawał w zimniejsze noce ograniczał bowiem straty ciepła.

Śpiwór bardzo dobrze się kompresuje i zajmuje naprawdę niewiele miejsca. Pod warunkiem, że używamy innych worków kompresyjnych niż te dołączone przez producenta. Ładowanie bowiem śpiwora do oryginalnego worka kompresyjnego nie jest łatwe i wymaga samozaparcia. Łukasz używa worków kompresyjnych firmy Exped (wersja telecompression) i pakowanie śpiwora do takiego worka to czysta przyjemność. Poza tym śpiwór po kompresji w takim worku zajmuje jeszcze mniej miejsca (zapewnia to dodatkowy otwór w worku przez który ucieka powietrze z z kompresowanego śpiwora). Co równie ważne – worek jest wodoodporny i może zostać przymocowany na zewnątrz plecaka.

Podsumowując: śpiwór Cumulus Panyam 600 jest godny polecenia. Wiernie nam służył podczas miesięcznej wyprawy w Patagonii i ani razu nas nie zawiódł. Niewątpliwie pojedzie z nami jeszcze nie raz do bliższych i dalszych zakątków naszego świata.